Przejdź do treści
Live demoDemo

https://icober.com/blog/kontenery-podziemne-elektronika/

Wszystkie wpisy

Kontenery podziemne — niewidoczny problem pod ziemią

Kontener podziemny świetnie rozwiązuje problem miejsca. Trudniej zarządzać czymś, czego nie widać. Tu właśnie zaczyna się rola elektroniki.

Pięć kontenerów podziemnych w rzędzie, opisanych frakcjami, przed zabytkowymi budynkami Ogrodu.

Na powierzchni widać niewiele: pokrywę, otwór wrzutowy, kilka pojemników. Reszta znajduje się pod ziemią.

I właśnie to jest największą zaletą kontenerów podziemnych — ale z punktu widzenia operatora również pewnym problemem. Bo kiedy odpady znikają pod ziemią, znika razem z nimi informacja o tym, ile ich jest, kto z kontenera korzysta i kiedy rzeczywiście trzeba go opróżnić.

Dopóki wszystko działa według planu, nie ma problemu. Zaczyna się wtedy, gdy trzeba podjąć decyzję:

  • Czy już zamawiać odbiór?
  • Czy kontener może jeszcze poczekać?
  • Kto właściwie korzysta z tego punktu?
  • Dlaczego dwa podmioty korzystające z tych samych kontenerów mają ponosić taki sam koszt, skoro jeden korzysta z nich kilka razy częściej?

Sam kontener nie zna odpowiedzi na żadne z tych pytań. Elektronika może je dostarczyć.

Najpierw problem z odbiorem

Wyobraźmy sobie punkt z kilkoma kontenerami podziemnymi. Operator musi zaplanować odbiór i ma dwie możliwości.

Może przyjąć stały harmonogram: raz w tygodniu, co dwa tygodnie albo raz w miesiącu. To rozwiązanie jest proste, ale ma oczywistą wadę — harmonogram nie wie, ile odpadów znajduje się w kontenerze. Jeden może być prawie pełny, drugi zapełniony w połowie, trzeci niemal pusty. A śmieciarka i tak przyjedzie zgodnie z kalendarzem.

Może też sprawdzić kontener na miejscu. Tylko że wtedy pojawia się kolejne pytanie: po co jechać, żeby sprawdzić coś, co można zmierzyć automatycznie?

Czujnik zapełnienia pozwala sprawdzić stan kontenera zdalnie. Operator otwiera platformę i widzi sytuację. Jeżeli zapełnienie zbliża się do ustalonego progu, planuje odbiór. Jeżeli kontener jest jeszcze daleki od przepełnienia, nie organizuje kursu tylko dlatego, że minęła określona liczba dni.

To nie jest próba zastąpienia harmonogramu, tylko sposób na to, żeby opierał się na rzeczywistych danych.

Nie chodzi o częstszy odbiór. Chodzi o odbiór wtedy, kiedy jest potrzebny.

Drugi problem jest ciekawszy

Załóżmy, że z tego samego punktu korzystają dwa albo trzy podmioty i każdy ma dostęp do tych samych kontenerów.

Podmiot A korzysta z punktu bardzo często. Podmiot B sporadycznie. Jeżeli koszty są dzielone po równo, obaj płacą tyle samo — niezależnie od tego, jak często korzystają z infrastruktury. To bywa wygodne. Nie zawsze jest sprawiedliwe.

Można przecież przyjąć inną zasadę: im częściej korzystasz z infrastruktury, tym większą część kosztów ponosisz. Żeby jednak zastosować taki model, trzeba najpierw wiedzieć, jak często każdy użytkownik rzeczywiście z niej korzysta.

I tutaj pojawia się kontrola dostępu. Każde otwarcie może zostać przypisane do konkretnego uprawnionego użytkownika, więc system wie nie tylko, że kontener został otwarty, ale też kto go otworzył i kiedy. Po miesiącu widać historię korzystania, po kilku miesiącach — wzorce. I dopiero wtedy można rozmawiać o rozliczeniu opartym na rzeczywistym wykorzystaniu infrastruktury.

Nie oznacza to, że system sam ustala wysokość opłat. Daje natomiast dane, których wcześniej po prostu nie było.

A jeśli korzysta ktoś, kto nie powinien?

Kontener może stać przy drodze, parkingu, sklepie albo w innym miejscu, do którego łatwo podejść. Bez kontroli dostępu operator właściwie nie wie, kto wrzuca odpady — pojemnik jest dostępny dla każdego. A kiedy pojawi się problem, trudno odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy odpady rzeczywiście pochodziły od osób korzystających z tego punktu?

Kontrola dostępu to zmienia: z kontenera mogą korzystać tylko osoby posiadające uprawnienie, a ich użycie jest rejestrowane.

Nie oznacza to oczywiście, że system wie, jakie odpady konkretna osoba wrzuciła do kontenera — i tego nie należy obiecywać. Daje co innego: kontrolę nad tym, kto może korzystać z pojemnika, oraz historię korzystania z niego. To wystarczy, żeby anonimowy punkt zbiórki stał się punktem, którym można świadomie zarządzać.

Dlaczego czujnik i kontrola dostępu dobrze się uzupełniają

Bo odpowiadają na dwa różne pytania.

Czujnik zapełnieniaKontrola dostępu
Na jakie pytanie odpowiada?Co dzieje się wewnątrz kontenera?Kto korzysta z kontenera?
Co widzi operator?Poziom zapełnienia i tempo jego przyrostuKto i kiedy otworzył pojemnik
Do czego to służy?Planowanie odbioru według rzeczywistego stanuRozliczanie i ograniczenie dostępu osobom postronnym

Dopiero połączenie tych informacji daje pełniejszy obraz. Operator może wiedzieć, że kontener jest zapełniony w 80%, i jednocześnie sprawdzić, kto korzystał z niego w ostatnich tygodniach. Może obserwować, jak szybko konkretny kontener się zapełnia, i porównywać wykorzystanie różnych punktów — czyli podejmować decyzje na podstawie danych, a nie samego doświadczenia i kalendarza.

Tak właśnie powstał system w Przelewicach

To nie był projekt pod tytułem „zróbmy inteligentny kontener". Problem był znacznie bardziej praktyczny.

Z kontenerów w jednym punkcie korzysta kilka różnych podmiotów. Kontenery są podziemne, więc nie da się spojrzeć z zewnątrz i ocenić ich stanu. Do tego punkt znajduje się w miejscu ogólnodostępnym. Operator potrzebował więc odpowiedzi na dwa pytania: kiedy kontenery wymagają odbioru oraz kto i jak często z nich korzysta.

Dlatego połączyliśmy pomiar zapełnienia z kontrolą dostępu. Czujnik pozwala sprawdzić stan kontenera bez przyjeżdżania na miejsce, kontrola dostępu rejestruje korzystanie z punktu, a platforma zbiera te informacje w jednym miejscu.

I to jest najważniejsza różnica: nie dostajemy dwóch niezależnych urządzeń, tylko dane, które można wykorzystać do zarządzania całym punktem zbiórki.

Co operator widzi w praktyce

Zamiast przypuszczeńKonkretne dane
„Odbiór jest w środę."Kontener nr 2: 82% zapełnienia
„Chyba niedługo trzeba będzie opróżnić."Przewidywany próg odbioru: wkrótce
„Ta firma chyba korzysta częściej."Podmiot A: 24 otwarcia. Podmiot B: 7

Powyższe wartości są przykładowe. Konkretne zasady działania i rozliczania zależą od konfiguracji systemu oraz modelu przyjętego przez operatora. Ale różnica jest zasadnicza: zamiast przypuszczeń pojawiają się dane.

Co zyskuje operator

Wbrew pozorom nie chodzi przede wszystkim o samą elektronikę, tylko o kilka bardzo konkretnych rzeczy:

  1. Mniej niepotrzebnych kontroli. Nie trzeba fizycznie sprawdzać każdego kontenera tylko po to, żeby ocenić jego zapełnienie.
  2. Lepsze planowanie odbioru. Według rzeczywistego poziomu zapełnienia, a nie wyłącznie według kalendarza.
  3. Możliwość różnicowania kosztów. Jeżeli z jednego punktu korzysta kilka podmiotów, historia otwarć daje podstawę do rozliczania ich według przyjętych zasad.
  4. Ograniczenie dostępu osób postronnych. Kontener może być dostępny tylko dla użytkowników z uprawnieniem.
  5. Historia wykorzystania. Operator widzi nie tylko stan bieżący, ale też jak dany punkt był wykorzystywany wcześniej.

A co z samą instalacją pod ziemią

Tutaj pojawia się część, której nie widać na ekranie. Elektronika zamontowana w kontenerze podziemnym musi poradzić sobie z warunkami, których nie ma w typowym pojemniku naziemnym.

  1. Łączność jest trudniejsza. Beton, grunt i metalowe elementy konstrukcji mogą tłumić sygnał.
  2. Miejsce i kąt montażu czujnika mają znaczenie. Czujnik mierzy odległość do powierzchni odpadów, więc geometria komory decyduje o jakości pomiaru.
  3. Zasilanie bateryjne jest tu szczególnie istotne. Doprowadzenie przewodów do podziemnej części istniejącej instalacji bywa kosztowne i kłopotliwe.
  4. Serwis musi być wykonalny bez demontażu. Dostęp do urządzenia nie może wymagać wyciągania całego kontenera ani specjalistycznego sprzętu.

Dlatego doposażenie kontenera podziemnego w elektronikę nie jest kwestią przykręcenia czujnika. Trzeba zaprojektować cały sposób jego działania w konkretnej instalacji.

Nie trzeba budować wszystkiego od nowa

To ważne szczególnie przy istniejących punktach. Kontenery podziemne są inwestycją na wiele lat i jeżeli infrastruktura już działa, nie ma powodu jej wymieniać tylko dlatego, że operator chce uzyskać dodatkowe informacje.

Elektronikę można potraktować jako kolejną warstwę istniejącego systemu. Kontener zostaje, pokrywa zostaje, cała infrastruktura zostaje. Dochodzi natomiast możliwość pomiaru, identyfikacji użytkowników i zdalnego monitorowania.

Od pojemnika do systemu

Kontener podziemny sam w sobie jest rozwiązaniem problemu przestrzeni. Elektronika rozwiązuje inny problem: brak informacji.

Bez niej operator wie, gdzie znajduje się kontener i kiedy zgodnie z harmonogramem powinien zostać opróżniony. Z nią może wiedzieć znacznie więcej: jaki jest poziom zapełnienia, kiedy potrzebny będzie odbiór, kto korzysta z punktu, jak często i jak zmienia się to wykorzystanie w czasie.

Dlatego nie patrzymy na elektronikę jako na dodatek do kontenera, tylko jako na sposób, żeby infrastruktura, która przez lata po prostu stała pod ziemią, zaczęła dostarczać informacji potrzebnych do jej lepszego wykorzystania.

Problemem nie jest to, że kontenera nie widać. Problemem jest to, że nie widać, co się z nim dzieje.


Co z tego wynika przy montażu pod ziemią, zebraliśmy na stronie kontrola dostępu do kontenerów podziemnych. Jak działa sam pomiar zapełnienia — na stronie Czujnik zapełnienia. O kontroli dostępu i rejestrowaniu korzystania z pojemników pisaliśmy w tekście Kto płaci za cudze śmieci.